O biegu


25 maja  po raz dwudziesty  odbędzie się Bieg Górski na Ślężę. Dwa miesiące po Półmaratonie Ślężańskim, który z trzytysięczną frekwencją wyrósł na jedną z największych imprez biegowych w Polsce znów w Sobótce odbędzie się znacząca impreza. Liczba zgłoszonych, na dwa tygodnie przed imprezą oscyluje wokół dwustu i wydawać by się mogło, że tym razem frekwencja nie dopisała. Mylny byłby to jednak wniosek, bo dwieście osób w biegu górskim to liczba zapewniająca organizatorowi miejsce w ścisłej czołówce tego typu imprez organizowanych w Polsce. Także na świecie nie jest inaczej.

Biegi górskie to zupełnie inna dziedzina biegania niż biegi uliczne. Tutaj nie da się ustalić tempa na kilometr, a pacemakerzy są zupełnie nieprzydatni. Każdy musi regulować tempo biegu według aktualnego samopoczucia na danym odcinku trasy.  O ile w biegu ulicznym możemy sobie ustalić na jaki czas chcemy pobiec i jeśli zrobimy to prawidłowo, uwzględniając swoją formę i warunki w jakich bieg się odbywa to przez większą część trasy biegniemy sobie w sposób relaksowy, o tyle w biegu górskim niewiele jest miejsca na relaks. Tętno na podbiegach sięga maksymalnego, na łatwiejszych, bardziej płaskich odcinkach trasy zamiast odpoczywać powinniśmy przyspieszyć, bo rywale nie odpuszczają – trzeba pracować cały czas. Brzmi to może niezbyt zachęcająco, ale właśnie wtedy przekonujemy się, że stać nas na więcej niż nam się zdaje, że pokłady wydolności drzemią w nas głęboko i rzecz tylko w tym, aby „nie pękać”. Podstawą sukcesu w biegu alpejskim, a takim jest Bieg na Ślężę jest podjęcie właściwej decyzji kiedy biec, a kiedy iść. Zbyt szybkie tempo na początku biegu, co jest przypadłością nowicjuszy, mści się potem bezwzględnie. Zakwaszone mięśnie nie będą nas wynosiły pod górę i będziemy tylko bezradnie patrzeć jak nawet słabsi dotychczas od nas rywale  zostawiają nas z tyłu. W biegu górskim, jak w żadnym innym aktualne jest powiedzenie: „Im wolniej zaczniesz, tym szybciej skończysz”.

Co sprawia, że ta dziedzina biegania ma swoją grupę zwolenników, aby nie powiedzieć fanatyków ?

O tym każda z tych osób mogłaby długo opowiadać, warto jednak wspomnieć, jakie znaczenie ma udział w biegach górskich, dla osób, które tylko sporadycznie podejmują tego rodzaju wysiłek. Po starcie w biegu górskim, kiedy to na mecie wydaje nam się, że umieramy i obiecujemy sobie, że nigdy więcej, na drugi dzień, na treningu stwierdzamy ze zdumieniem, że czujemy się świetnie, że zamiast rozbiegania, po ekstremalnym wysiłku z poprzedniego dnia robimy trening tempowy lub bieg ciągły w tempie o 10-15 sekund szybszym niż zaplanowaliśmy. Po kilku startach w biegach górskich okazuje się, że to przyspieszenie tempa weszło nam w krew, że na dłuższych biegach ulicznych nasze mięśnie wytrzymują więcej niż dotychczas. Teraz wszystko wydaje nam się lżejsze, gdy przypomnimy sobie mozolne pięcie się pod górę. Okazuje się także, że nie odpuszczamy tak łatwo jak przedtem, bo po kilku startach w biegach górskich wiemy, że stać nas na więcej. Zaczynamy lubić ten rodzaj wysiłku.

Jeden z moich przyjaciół powiedział kiedyś: „Jak przebiegnę maraton to czuję, że dokonałem czegoś wielkiego”. To samo można powiedzieć o biegu górskim. O ile większość biegaczy może sobie pozwolić na 2-3 starty w maratonie w ciągu roku, o tyle w biegu górskim możemy startować swobodnie co tydzień i co tydzień mieć to uczucie spełnienia.

Bieg na Ślężę szczególnie nadaje się do tego, aby zawrzeć znajomość z górskim bieganiem. Pięciokilometrowa trasa, głównie pod górę szczególnie nadaje się dla początkujących. W historii tej imprezy, jak w żadnej innej zdecydowaną większość uczestników stanowiły osoby, które sporadycznie tylko uczestniczyły w biegach górskich. Dla znacznej części z nich Bieg na Ślężę był/jest jedynym biegiem górskim, w którym zwykli brać udział. Wbrew pozorom łatwiej jest wziąć udział w biegu górskim niż w biegu ulicznym. W biegu górskim, gdy nie mamy siły to po prostu idziemy, co w biegu ulicznym zdecydowanie nie uchodzi. Najwięcej uczestników kończy bieg w czasie 30-50 minut, mamy więc czas biegu podobny jak podczas płaskiego biegu na dystansie 8-9 km.

Dlatego warto zaplanować sobie start w tym biegu. Tegoroczny Bieg na Ślężę odbędzie się pod patronatem Izabeli Zatorskiej, która w pokazowy sposób w roku ubiegłym zdobyła tu swój kolejny złoty medal mistrzostw Polski. Start 26 maja o godz. 11:00 obok stadionu w Sobótce. Wraz z numerem startowym otrzymamy koszulkę. Każdy z uczestników dostanie na mecie piękny, pamiątkowy medal wyprodukowany specjalnie na ten bieg. Organizator zapewnia transport wierzchniej odzieży na szczyt Ślęży. Worki z odzieżą należy oddać do samochodu podstawionego przez Organizatora przynajmniej 15 minut przed startem.

Schodząc ze szczytu lepiej iść wzdłuż czerwonego szlaku, a nie wzdłuż trasy. Dochodzimy nim do stadionu bez konieczności wchodzenia na Wieżycę i zaliczania karkołomnego zejścia, które może być rzeczywiście niebezpieczne.

Osoby towarzyszące mogą wejść naturalnie na Ślężę wzdłuż trasy, ale wygodniej będzie, jeśli z Przełęczy pod Wieżycą pójdą w lewo od trasy i dojdą do czerwonego szlaku. W ten sposób ominą najtrudniejszy odcinek trasy – wspinaczkę na Wieżycę. Inną, godną polecenia wersją wejścia na szczyt jest pojechanie na Przełęcz Tąpadła i wejście na szczyt z drugiej strony wzdłuż niebieskiego szlaku. Ta droga będzie zaskoczeniem nawet dla tych, którzy nieraz już byli na Ślęży – Orla Perć w ślężańskim wydaniu. Zejść do pozostawionego na parkingu samochodu możemy tym samym szlakiem lub łatwiejszym – żółtym i wrócić do Sobótki na rozdanie nagród.

 

Galerię zdjęć z ubiegłorocznego biegu można zobaczyć klikając na łącze:

 

http://galeria.sobotka.pl/bieg_na_sleze_2011/index.html

 

Przede wszystkim jednak warto obejrzeć filmik z biegu nakręcony w 2010 roku przez uczestnika, Jacka Heliasza

 

 

Do zobaczenia w Sobótce.