Radek Bołtuć o biegu


Radek Bołtuć to jedyna osoba, która ukończyła 24 Biegi na Ślężę. Jest związany z biegiem od samego początku. Na początku jako uczeń Jacka Skrzypińskiego. Jest autorem ciekawych statystyk publikowanych na naszej stronie. W sobotę pobiegnie z nami 25 raz. Poniżej przedstawiamy jego wspomnienia.

18 maja 2019 roku – w tym dniu odbędzie się 26 bieg na Ślężę.

Bieg, wymyślony przez profesora w-f z X Liceum Ogólnokształcącego we Wrocławiu Jacka Skrzypińskiego w 1994 roku rozrósł się z Mistrzostw X LO z ilością startujących poniżej 100 osób do biegu, który ma rangę Mistrzostw Polski w Biegu Górskim na Krótkim Dystansie i ilością startujących liczoną w setkach osób.

Skąd pomysł?  Zacytuję fragment tekstu napisanego przez Jacka Skrzypińskiego do broszurki wydanej na 15-lecie Biegu:

„…W 1994 roku wymyśliłem sprawdzian biegowy dla grupy – wyścig na Ślężę. Kiedy powiedziałem to chłopakom, zapytali czy nie można tego zrobić w formie mistrzostw szkoły!? Wymyśliłem, że może rodzice, znajomi – też chcieliby pobiec… Tak się zrodził pomysł na Otwarte Mistrzostwa X LO

Dzięki zgodzie i wsparciu Pani Dyrektor szkoły – Wandy Walkowiak – zawody udało się zorganizować. „…Pomysł mnie zachwycił, ale równocześnie przeraził…” napisała później we wspomnieniach w tej samej broszurce.

Przez te 26 edycji zmienił się organizator – po 16 latach od X LO i istniejącego w szkole Uczniowskiego Klubu Sportowego „Heros” organizację od 17 Biegu przejęło miasto Sobótka, zmieniały się miejsca startu (plac przed Schroniskiem pod Wieżycą, parking poniżej schroniska, brama przy Domie Harcerza, a po wydłużeniu dystansu (od 17 Biegu – plac przy ŚOKSiR). Niezmienna pozostała pierwsza wytyczona trasa – żółty szlak prowadzący przez Wieżycę na szczyt Ślęży, która została wydłużona o kilometr i jeden podbieg, prowadzący dawnym stokiem narciarskim na zboczu Gozdnicy. Z roku na rok rosła ilość startujących osób, Mistrzostwa X LO stały się Otwartymi Mistrzostwami X LO, a następnie Mistrzostwami Polski w Biegu Górskim na Krótkim Dystansie. Przyjeżdżali do nas czołowi polscy biegacze górscy oraz „schodziarze” Jarosław Łazarowicz, Daniel Wosik, Piotr Łobodziński, Bartek Przedwojewski, Kamil Jastrzębski, Krzysztof Bodurka, Izabela Zatorska, Dominika Wiśniewska-Ulfik, Anna Celińska, Dominika Stelmach. Zmieniali się sponsorzy, mecenasi, pojawiali się goście honorowi m.in.: Jan Miodek, Witold Krochmal, Maciej Łagiewski, Marian Czerski, Henryk Charucki, Władysław Frasyniuk, Izabela Zatorska.  Sędzią głównym i współorganizatorem został też Andrzej Puchacz – Pełnomocnik Polskiego Związku Lekkiej Atletyki d.s. Biegów Górskich.

To będzie już mój 25 start w Biegu. Jedyny opuszczony poprzez zaplanowany wcześniej urlop był w 2010 roku. W biegach brałem udział jako uczestnik oraz w późniejszych jako współorganizator wraz z nauczycielami X LO.

Trudno napisać wspomnienia z poszczególnych lat, część uciekła z pamięci, w pozostałych ciężko jest skojarzyć je z konkretną edycją biegu. Dlatego przytaczam garść wspomnień bez podziału na konkretne starty.

  • Bieg był organizowany siłami własnymi X LO – nauczycieli i uczniów. Nie było mowy o chipach w numerach, elektronicznym pomiarze czasu… W pierwszych latach pomiar odbywał się w sposób bardzo nietypowy. Znając możliwości startujących biegaczy prosiliśmy jednego z faworytów biegnących z zegarkiem – co też nie było oczywiste w latach 90 o dokładny pomiar i zatrzymanie stopera na mecie.
  • Sędzia główny na mecie uruchamiał stoper przy pierwszym zawodniku na górze, numery i czasy zapisywane były ręcznie na kartkach przez uczniów X LO, i po osiągnięciu mety przez wspomnianego biegacza dopiero były ustalane czasy poszczególnych zawodników poprzez odjęcie lub dodanie czasów ze stopera i zanotowanego na kartce.
  • W kolejnych latach nawiązywana już była łączność poprzez telefony komórkowe, co ze względu na nadajnik umieszczony na szczycie wymagało od sędziego na mecie poszukiwania miejsca, w którym nie był zakłócany sygnał i można było uzyskać kontakt telefoniczny.
  • W organizację włączały się czynnie kolejne roczniki uczniów klasy informatycznej, którzy na lekcjach przygotowywali programy do obsługi pomiaru czasu, generowania wyników końcowych zawodów. Tu też problemy z łącznością dały o sobie znać i w jednym roku zamiast przesłać wyniki zdalnie jeden z uczniów zbiegał na miejsce startu z dyskietką (TAK – dyskietką!!!) zawierającą wyniki w ręce. Pomimo takich przygód zawsze wyniki były dostarczane organizatorom szybko i właściwie bezbłędnie. Duża tu zasługa sędziego głównego tamtych biegów – profesora Leszka Piechowicza.
  • Zawsze na Biegu dopisywała pogoda – grzmiało lub lało przed biegiem, po – podczas zakończenia natomiast nigdy w czasie samych zawodów. Tu też pamiętam jeden rok – w nocy nad Ślężą i Sobótką szalała burza. Rano Jacek Skrzypiński odebrał telefon od przyjaciela jak i mecenasa Biegu – Antoniego Stankiewicza, który brzmiał mniej więcej tak: „była burza, połamało masę drzew, właśnie jesteśmy z leśnikami na trasie i próbujemy udrożnić trasę”. Zresztą – oddaję głos Antoniemu: „Jako gospodarze i uczestnicy nie mogliśmy być na to obojętni. Dobrze, że w kręgu naszych przyjaciół byli życzliwi leśnicy”. Dzięki zaangażowaniu wielu osób gdy przyjechaliśmy trasa była prawie całkowicie oczyszczona, jak pamiętam trzeba było omijać bokiem tylko jeden powalony pień drzewa.
  • Od 6. biegu każdy z biegaczy dostał w pakiecie pamiątkową koszulkę, a od 18. biegu również medal na mecie.
  • Będąc po raz kolejny na zawodach pamiętam przerażone miny osób, które przyjeżdżały wystartować po raz pierwszy i nie znały trasy z pieszych wycieczek. Najczęściej po krótkiej przebieżce po trasie dobiegały one do podejścia na Wieżycę i wracały z pytaniem – „to tak będzie do samego szczytu?”.
  • Tradycją jest też dopingowanie przez najlepszych podczas powrotu na start – schodzenia z góry – tych słabszych, którzy jeszcze walczą ze sobą na trasie. Okrzyki „dajesz… dawaj, dawaj… biegniemy… już tylko 300 metrów… jeszcze dwa zakręty… zaraz meta” dodają sił i uskrzydlają.
  • Kontuzje także omijały startujące w zawodach biegaczki i biegaczy. Jedyna jaką pamiętam była udziałem pielęgniarki szkolnej, która skręciła kostkę.
  • Na podstawie biegu zostały napisane praca – licencjacka („Reklama poprzez sport i jej uwarunkowania”) i magisterska („Warunki i sposoby pozyskania i korzystania ze sponsoringu na przykładzie klubu sportowego”) o pobudkach sponsorów i sponsoringu w sporcie.
  • Patronem medialnym kilku biegów było wrocławskie radio ESKA. W jednym biegu wystartował dziennikarz radia, który miał „na żywo” dzwonić z trasy i relacjonować zawody. Jak dobrze pamiętam z relacji biegnącego z nim kolegi, to nie nadał ani jednej transmisji, gdyż jedyne co byłoby słychać w radiu to głośne sapanie i pytania  – „daleko jeszcze?”.
  • Któregoś roku, gdy Jacek Skrzypiński ustalał sprawy organizacji w Sobótce z Antonim Stankiewiczem przypadkowo o biegu usłyszał właściciel piekarni w Rogowie Sobóckim Robert Bąkowski. Zainteresowany zapytał co to za bieg, skąd i jak i…. na zawody przywiózł do rozlosowania 10 paczek zawierających po 10 pączków.

O popularności i wielkości Biegu mogą zaświadczyć dwie liczby: przez te 25 lat szczyt zdobyło 3379 osób, a dokonały tego 5849 razy, z czego 31 osób wystartowało co najmniej 10-krotnie.

Przedstawiam statystki z 25 lat Biegu oraz fotkę z wszystkimi koszulkami, które mam z biegów. Brakuje jednej z biegu w którym nie brałem udziału.

Statystki znajdziecie >TUTAJ<

Komentarze są… niedostępne.